czwartek, 21 sierpnia 2008

Goście pojechali już w piątek, a ja bolerka nie skończyłam... Jakoś nie mogę... Dlaczego? ...pewnie dlatego, że siedzę przed kompem i czytam blogi i podziwiam dzieła... Ostatnio weszłam na archiwum Dagny i przypomniało mi się, że chcę zrobić bąbelkowe bolerko z Sabriny (Dagny zrobiła przepiękne!!!). Na razie nie wiem z czego... Może z resztek Sonaty po szydełkowej spódnicy...? Się zobaczy.

P.S. Jak przerobię zdjęcia [umiem już sama :) ] to pokażę moje szklane malowanki-pędzlowanki.

środa, 13 sierpnia 2008

Ravelry

Dostałam dziś zaproszenie z Ravelry!!!!! :) I od rana buszuję. Ale nie za bardzo mogę się skupić na tym, bo po głowie chodzi mi melanżowe poncho. Włóczkę mam tylko nie mogę się zdecydować na wzór. Chyba zrobię najprostsze z frędzlami. Ale najpierw bolerko muszę dokończyć - zostały mi rękawy.... Opornie mi idzie. Może dlatego, że goście są i nie mam czasu...?

ullak: Dzięki za słowa otuchy! Poczułam się lepiej :)

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających!

P.S. Mruczek się wczoraj pojawił na 3 godziny :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Robótkowe koty

Hmm... Jak to jest? Robótki są przyciągane przez koty czy koty są przyciągane przez robótki? Większość robótkowiczek/-ów, których blogi i stronki odwiedzam, ma przynajmniej jednego kota. Ja co prawda nie mam, ale za to mój kochany ma. Teraz jego kocur Mruczek się wyniósł, bo przyjechali goście z małym dzieckiem, a on nie lubi hałasu płaczącego dziecka. Mam nadzieję, że się w tym tygodniu pokaże w domu (od 4 dni Mruczek nie zawitał)...
A oto i on.
W zbliżeniu:


I w całej swej krasie:


Mruczek podchoinkowy ;) (po prawej stronie zdjęcia wazonik mojego autorstwa)






Ogólnie rzecz biorąc Mruczek jest bardzo przyjacielski i "przytulny", ale - jak to kocur - nie zawsze potrzebuje towarzystwa ludzi. W stosunku do obcych jest bardzo nieufny i nie do wszystkich się przekonuje. Trafił do domu mojego ukochanego jako mały kociak razem ze swoim bratem. Brat niestety spadł niefortunnie z wysoko zawieszonego grzejnika i nie dało się go uratować :( Mruczek za to długo chorował i też mało brakowało, żeby dołączył do brata. Na szczęście trafił na ludzi z dobrym sercem i weterynarza z powołania. I teraz jest z nami :) (albo go nie ma bo "idzie w tango" na 3 dni ;) ).

Czekamy... na powrót "kota marnotrawnego"...

sobota, 9 sierpnia 2008

Hello!

Jakiś czas temu miałam "na tapecie" cóś takiego:

Jest już gotowe, ale na razie nie mam fotki - to raz; a dwa - chyba przerobię wykończenie, bo coś mi nie pasuje...
.
A teraz w koszyku mam cóś takiego:

Zdjęcie zrobione ze dwa tygodnie temu - teraz jestem trochę dalej. Ale musiałam pruć jeden fragment, bo pomyliłam się ("zapomniałam", że mam robić wg schematu). Ale po spruciu i tak nie robiłam dokładnie wg schematu, tylko tak żeby nie wyszło dziwactwo. Prawie zawsze, gdy robię dokładnie wg wskazówek, to nie do końca to wygląda tak jak powinno. W związku z tym zawsze robię po swojemu sugerując się tylko wzorem podstawowym.





poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Starocie c.d.

Na początku napisałam , że wkleję zdjęcia pierwszych moich robótek. Na razie odgrzebuję wszystko powoli... Dlatego zdjęcia będą umieszczone niezupełnie w takiej kolejności, w jakiej powstawały owe "dzieła".

W swoim czasie (ok. 9-10 lat temu) miałam manię robienia kartek, wizytówek, ozdóbek na okno i tym podobnych pierdułek. Bazowałam głównie na brystolu, a z braku specjalnych nożyków używałam takich do cięcia tapet ;) Na początku łatwo nie było, ale jakoś doszłam do wprawy. Prawie wszystkie kartki poszły w świat. Ostatnio znalazłam zdjęcie jednej z takich prostszych kartek. Była robiona na szybko - tuż przed wyjściem na urodziny osoby, która tę kartkę dostała.




Raz w życiu (jak do tej pory) zrobiłam coś większego.


Jest to zegar, który zrobiłam (niezbyt dawno - może 3 lata temu...?) do spółki z moim ukochanym. Zegar jest przerobiony z jakiegoś starego obrazu (fotokopia obrazu w ramie). Obrazek zalała mi niechcący moja babcia podlewając kwiatka, pod którym wisiał obraz. Rama drewniana była czymś "ozdobnym" obklejona - wyglądało jakby ktoś chlapnął gumą arabską (taki klej). Spiłowaliśmy "ozdobę" i machnęliśmy farbką olejną w moim ulubionym kolorze. A w środek daliśmy tło, które wcześniej służyło nam do robienia zdjęć martwej natury. Do tego tylko mechanizm i ... voilà!
Wisi i działa - bez zarzutu!


...idę dalej "grzebać"...

czwartek, 31 lipca 2008

Chandra robótkowa

Jestem chora......

Od wczoraj oglądam blogi, fora i strony robótkowe z jednego powodu: szukam wzoru na pewien sweterek, który gdzieś widziałam... Niestety jeszcze go nie znalazłam :( Ale im więcej oglądam tego wszystkiego tym bardziej jestem chora (bo chciałabym zrobić mnóstwo rzeczy, które widzę - zapasy włóczki mam - ale doba ma za mało godzin, żebym ze wszystkim dała radę). A smutek pogłębia się z każdym obejrzanym cudeńkiem udzierganym czy wyszydełkowanym (chyba sami geniusze robótkowi piszą te blogi...).
Jednak dzięki temu wgapianiu się w cudze dzieła odkryłam stronkę ze skanami gazetek, z czego się bardzo cieszę!!! :)

Na razie pa!



P.S. Mam jeszcze trochę zdjęć moich robótek, ale dziś nie wkleję. Bo mi się nie chce.

środa, 16 lipca 2008

Starocie

Witam Wakacyjnie!

Znowu nie miałam czasu na wizytę na swoim blogu - miałam mini przeprowadzkę. Na robótki też oczywiście nie miałam czasu... :(
Dzisiaj mam krótką chwilkę, więc spróbuję wkleić jakieś zdjęcia moich pierwszych robótek. Już na początku to obiecałam i do tej pory mnie to gryzie.

UWAGA!

CISZA NA PLANIE!!!

Poniżej mój pierwszy dorosły sweterek (wcześniej robiłam tylko dla lalek Barbie, ale zdjęć - tym bardziej sweterków :) - nie posiadam). PASIAK-a udziergałam ok. 4-5 lat temu.


PASIAK z przodu
PASIAK z tyłu
PASIAK ma kaptur i zrobiony jest z resztek włóczek, które powiązałam ze sobą jeszcze przed rozpoczęciem robótki i nawinęłam na kłębki. Robiłam go "na oko" i tylko pomysł z kapturem ściągnęłam ze zdjęcia w jakiejś gazecie, więc tym bardziej się zdziwiłam jak wyszedł mi z tego sweter! Na dodatek bez próbek i przeróbek!!! Teraz jakoś częściej muszę coś poprawiać...
...
A tu moje kolejne "dzieło" - bezrękawik z golfem (który to golf rozciągnął się jak guma do żucia) zrobiony z melanżowej włóczki boucle. Najpierw była włóczka - kupiłam, bo była mięciuchna i miła w dotyku. Dopiero później szukałam na nią pomysłu. No i wymyśliłam... Normalny gładki ścieg lewymi oczkami... plus warkocz z przodu, którego oczywiście na tej włóczce nie widać!!! Chciałam już spruć jak zobaczyłam, ale tę włóczkę ciężko się pruje, więc sobie odpuściłam. Za to w noszeniu wdzianko jest super, bo jest przyjemne w dotyku i ciepłe. A niewidoczność warkocza mi nie przeszkadza. Ot co!



Szal. Co ja mogę na jego temat napisać? Robiłam go długo , bo mi się nie spieszyło i wzór ażurowy robiłam pierwszy raz w życiu. Włóczka to jakaś mieszanina bawełny z czymś tam na druty nr 3 lub 4, ale ja robiłam na nr 7. Długi jest chyba na 3 metry (dokładnie nie wiem, bo jakoś do tej pory nie zmierzyłam - dziwne!?).



Jak stwierdziłam, że coś mi na tych drutach wychodzi, to pomyślałam o zrobieniu czegoś małego. I tak powstały dwie rzeczy (na razie):

BIELIK
(dla kilkumiesięcznej córki chrzestnej mego narzeczonego)


oraz


PRINCESKA
(dla rocznej siostrzenicy mego narzeczonego)






Wzór na PRINCESKĘ wzięłam z BIELIKA, bo bardzo fajnie się go robi. W rzeczywistości PRINCESKA ma trochę inne kolory - karczek jest biały , a spódniczka blado różowa. Zdjęcia robiłam przy świetle sztucznym po godzinie 22-ej, bo PRINCESKA była kończona na szybko przed przyśpieszonym wyjazdem. Pojechała w walizce do właścicielki, która mieszka ponad 1200km stąd. I nie miałam jeszcze okazji zrobić im (właścicielce i sukience) nowych fotek, więc na razie są jakie są.



W tak zwanym międzyczasie robiłam drobiazgi z resztek włóczki:

kurki



szydełkowe poncho

(z niezasupłaną nitką, co dopiero teraz widzę na zdjęciu)


i jeszcze parę innych rzeczy, których nie sfotografowałam, a które poszły do ludzi.