czwartek, 23 kwietnia 2009

Przelotem

Długo nic nie pisałam, bo od świąt jestem zagoniona. Tydzień przed świętami przyjechali goście (brat i bratowa mojego mena z dwójką dzieci) i zostali 2 tygodnie. W czasie świąt prawie nic nie dziergałam - prawie, bo bratowa mojego mena wybiera się na majówkę i kupiła tu sobie sukienkę i buty, ale brakowało jej czegoś "na wierzch". Skutek był taki, że w Wielki Czwartek siedziałyśmy nad moimi gazetkami robótkowymi i zastanawiałyśmy się co by tu pasowało... Powstało bolerko z włóczki wiskozowo-bawełnianej - akurat na lato. Bolerko przez święta zrobiłam (nawet nikt nie protestował, że dziergam przy gościach ;-) ) i zdjęcia na modelce zrobiłam, ale czyściliśmy kompa z wirusów i muszę zainstalować program, by zrzucić zdjęcia na kompa. Musicie więc troszkę poczekać na fotki.
Muszę się zbierać, bo w tym tygodniu zaczęłam szkolenie i dziś mam na 10-tą zajęcia.
Odezwę się jak już będę miała fotki bolerka i czas :-)

niedziela, 12 kwietnia 2009

Wielkanoc

Życzę Wam, aby tegoroczne Święta Wielkiejnocy przyniosły Wam radość, spokój, odpoczynek w gronie najbliższych Wam osób oraz wiele błogosławieństw.
Życzę Wam również, abyście w ferworze przygotowań, wyjazdów i spotkań przy suto zastawionych stołach, nie zapomnieli o istocie tych świąt.



No i oczywiście życzę Wam udanego "Lanego Poniedziałku" ;-)


P.S. Bardzo Wam dziękuję za życzenia!

czwartek, 26 marca 2009

Plany na włóczki

Ja się nie dziwię Dagny, że tyle już zrobiła projektów z LUNY i robi kolejne. Ta włóczka jest boska! Jest mięciuchna, delikatna i jak dla mnie na razie niegryząca. Jak zrobiłam próbkę to się nią wymiziałam po szyi i buzi, no i nie zostałam pogryziona :-) Chociaż na drapanie włóczki jestem wrażliwa. Dla mnie jest to najprzyjemniejsza włóczka z moherem jaką dotąd miałam w łapkach (KIDSILKA jeszcze nie macałam, ale jeśli jest delikatniejszy niż LUNA, to się chyba przestawię na noszenie „moherków” bez podkładu ;-) ). LUNA „przyszła” do mnie ze sklepu ZAMOTANE. W piątek był „paczkomistrz” i zostawił awizo (!), bo podobno nikogo nie było w domu… Paczusię odebrałam więc w sobotę na poczcie (pusto było!). Ledwo się powstrzymałam przed otwarciem jej przed okienkiem :P A w poniedziałek dostałam drugą zamówioną paczkę z ZAMOTANE. Pierwszy raz kupowałam w tym sklepie i potwierdzam to, co inne jego klientki piszą na blogach: kontakt świetny i obsługa błyskawiczna! A w paczuszkach było to:

Z LUNY zrobię drutkami ADDI sweterek do noszenia na teraz (póki jeszcze pogoda taka sobie):


Kordonek oczywiście na serwetki wielkanocne. Od Uli z ZAMOTANE dostałam też próbki LORENY:


Zastanawiam się właśnie nad jej kupnem na wiosenno-letni sweterek, tylko nie byłam pewna kolorów. No to teraz mam kolory „w realu” ;-)
W zeszłym tygodniu skończyłam czapkę (pogoda zimowo-wiosenna i strasznie wieje, więc czapkę już ze 3 razy miałam na głowie) i spódnicę („trup z szafy”).
Czapka: druty na żyłce (40cm) nr 3, włóczka z czasów PRL-u – JUTRZENKA Aniluxu (to chyba dzisiejsza ZORZA) – niecałe 10 dag, wzór DROPS-a z drobnymi modyfikacjami.


Spódnica: szydełko nr 3, włóczka SONATA w kolorze zgaszonego różu – 30 dag (zostało 30cm nitki). Taką spódnicę zobaczyłam pierwszy raz prawie rok temu u Kroowki. Zakochałam się w tym modelu i postanowiłam zrobić - prędzej czy później (jak widać - później). Początkowo miała być z ALMINY niebieskiej (cieniowanej) lub koralowej. Ale trafiłam na wyprzedaż w mojej pasmanterii na tę różową SONATĘ i wiedziałam, że tylko ta! Tak wygląda moja wersja spódnicy „Patrizia PePe”

Jak widać jeszcze nieprana i niezblokowana. Szukam miejsca, w którym by nie przeszkadzała :-P Czeka mnie jeszcze uszycie podszewki, tylko w jakim kolorze?! Bordowy? Cielisty? Czarnej nie chcę. Jak będzie podszewka, to zdjęcia „na ludziu” też ;-)

Z pozostałych ze spódnicy 20 dag zgaszonej jasnoróżowej i 10 dag ciemnoróżowej (dokupionej) SONATY powstanie (prawdopodobnie) taki top (model nr 3 Mała Diana Extra 3/2007):


Zrobiłam już nawet próbkę.

W poniedziałek zahaczyłam o pasmanterię, żeby kupić filc na futerał na mój telefon komórkowy. Przy okazji dokupiłam motek ciemnoróżowej SONATY i motek melanżowej bawełny. Z takiej samej bawełny zrobiłam czapeczkę dla niemowlaka (syna mojej kuzynki) i zostało mi ok. 5 dag. Z takiej ilości nic bym nie zrobiła, a z większej może powstanie jakiś prosty top na lato.

Ten kłębek z wystającymi drutami to kolejna rozpoczęta robótka – włóczka zdobyta w mamy szafie ;-)
Aha! W styczniu odebrałam od znajomych paczkę, w której były włóczki :-) Wiedzieli, że coś tam dłubię na drutach, więc gdy ich znajoma pozbywała się włóczek, pomyśleli o mnie :-) Tak więc dostałam:

  • 30 dag mieszanki wełny merynosowej z poliakrylem (kolor: „śmietankowy”),
  • ok. 60 dag bawełny z wiskozą (kolor: bladożółty),
  • ok. 70 dag włóczki o nieznanym składzie (kolor: ciemna zieleń z czarną nitką),
  • 1 parę drutów (wczoraj się przyjrzałam i są to ADDI nr 3,5 :-D ).




Podejrzewam, że ta zielona włóczka to akryl z wełną – tak na dotyk. Może jak przeprowadzę „próbę ogniową: to coś się wyjaśni (jeśli ktoś z Was widział taką włóczkę i wie jaki ma skład to proszę o info!). chociaż już wstępnie wybrałam dla niej model – tunika (model nr 2) z Małej Diany Extra 5/2008.
Ze śmietankowej powstaną Herbatkowe listki lub jakieś wdzianko z krótkim rękawkiem.

Na koniec obiecane zdjęcia zakupów w sklepie Qnszt:




Kaczuszki to gratis :-)

P.S. Mam nadzieję, że tym dzisiejszym przydługim wpisem Was nie zanudziłam.






piątek, 20 marca 2009

Qnszt

HA! HA HA!
Dostałam do przeróbki (przedłużenia) korale, ale nie miałam odpowiedniej żyłki do tego. Zrobiłam więc zakupy w tym sklepie. Żeby koszt przesyłki nie był większy niż wartość zakupów, oprócz bezbarwnej żyłki wybrałam kilka innych rzeczy. Pomyślałam , że spróbuję sobie coś tam wyprodukować z biżuterii. Zamówienie złożyłam chyba we wtorek i przed chwilą odebrałam paczusię :-D Oprócz tego co zamówiłam był gratis związany ze świętami wielkanocnymi :) Mała rzecz a cieszy! Dziś Wam zdjęć nie pokażę, bo nie mogę sfocić tych koralików - pogoda do bani i muszę pokombinować, żeby było cokolwiek widać. Może jutro będą lepsze warunki do zrobienia "sesji".
W związku z tym, że poprawił mi się humor, pójdę teraz załatwić sprawę urzędową - a jeszcze pół godziny temu za nic bym z domu nie wyszła ;-)

piątek, 13 marca 2009

Łapki albo kwiatki


Przeglądając wczoraj strony sklepów internetowych w poszukiwaniu modeli dla pań puszystych trafiłam na coś takiego (zdaje się, że w katalogu Neckermann'a):

Poznajecie? :-) Kolejna wersja łapek znalezionych przez Kath.

Chyba się w końcu zmobilizuję i wydziergam coś łapkowego...
Robótkowo jestem w tzw. lesie. Przygotowania do świąt - tak samo. Brak mi energii do czegokolwiek.
GDZIE TA WIOSNA !?!?!?!

wtorek, 3 marca 2009

Elastyczność

I nie chodzi tu o robótki tym razem. Mianowicie przed chwilą zajrzałam do drugiego pokoju, z którego dobiegło mnie miauczenie naszego kota. I oto co zobaczyłam:

Już nieraz się przekonałam, że nasz kot jest wygimnastykowany - ale do dziś nie wiedziałam, że aż tak! ;-) Szybko wzięłam aparat, bo nie wiem jak prędko zwinąłbysię znowu w kłębek (tak zwykle śpi). Zdjęcie trochę ciemne i poruszone, ale sami rozumiecie - pod stołem jednak nie ma dużo światła, a lampy nie chciałam używać, bo zdjęcie byłoby "bezduszne" ;-)
P.S. Jeszcze raz dzięki dziewczyny za miłe słowa! :)
P.S. 2.Brahdelt - nad przeznaczeniem serduszek się jeszcze zastanawiam. Niewykluczone, że na coś je naszyję.
P.S.3 A te modele na pewno niedługo zrobię. Najpierw pewno tą jasną tunikę, bo wiosna idzie :)




piątek, 27 lutego 2009

Zaległości

Dość dawno pokazywałam coś robótkowego, więc dziś będą zdjęcia.
Na pierwszy ogień idzie komplet, który uszydełkowałam na prezent urodzinowy dla mojej mamy.
Zrobiłam go z pomarańczowej cieniowanej MAXI Madame Tricote. Najgorzej robiło mi się wieczorami, bo ta MAXI ma jeszcze wplecioną złotą nitkę - po 1-2 okrążeniach musiałam odkładać, bo migało mi przed oczami. Komplet składa się z serwetki i koszyka (zdjęcia z blokowania i już po wysuszeniu).

Do szydełkowego kompletu dorzuciłam jeszcze parę drobiazgów i zaczęłam pakować... Haha! Takiego dużego pudła nie miałam na stanie, żeby zmieściła się nakrochmalona serwetka (średnica ponad 40cm) oraz delikatny (choć usztywniony) koszyk. W sklepach obok też nie było, a musiałam w coś to zapakować! W końcu kupiłam w kwiaciarni przeźroczystą folię do kwiatów (100cm x 140cm) i zapakowałam w nią cały zestaw. Prezencior się spodobał :-)



W międzyczasie golfik (mój) zrobiony ściągaczem z resztek włóczki (ok. 7dag), z której zrobiłam dla cioci-babci beret. Włóczka wykorzystana do ostatniej nitki :-) Golfik jest lekko krzywy, bo włóczka co parę metrów dość duże zgrubienie. Na szydełku (beret) robiło się średnio, bo trzeba było nieźle kombinować, by nie wyszły w jednym miejscu guzy, a w drugim wiotki splot.



Zrobiłam też "wyjściowe" papcie dla siebie (miały być jeszcze dorobione do nich paski zapinające, ale chyba się nie doczekają) z resztek jasno seledynowej bawełny;



futerał na komórkę dla pewnej młodej (11lat)damy (zdjęcie nie oddaje kolorów - w rzeczywistości są to pastelowe: róż, fiolet ciemny i jasny seledyn);
oraz ozdoby walentynkowe na tablicę korkową (których nie usztywniłam, bo mi się nie chciało).


W rzeczywistości ten czerwony kordonek jest odrobinę ciemniejszy i bardziej intensywny i ma połysk. No ale światło dzienne jest jakie jest...
No i udziarałam jeszcze na drutach tunikę z resztek moheru i mohero-podobnych włóczek. Jest ciepła, lekka i szybko się ją robiło. Przy jej zszywaniu po raz pierwszy wypróbowałam ścieg materacowy. Żałuję, że dopiero teraz go zastosowałam. Szwy nie są widoczne (prawie, bo to jednak duże oczka i moher)!


Specjalnie wychyliłam się na balkon (trzymam się barierek i dlatego ręce mi ucięło ;-) ), by złapać światło dzienne.

No i to by było na tyle.



Aha! Zorientowałam się dzisiaj, że dwa (jest już po północy, więc: trzy) dni temu minął rok od napisania pierwszego posta na tym blogu! Ostatnio jestem tak przybita, że nic mi się nie chce i nic mnie nie cieszy :-( Pewno wiosenne przesilenie...
W każdym razie...


W ciągu tego roku niewiele pisałam, ale postaram się to zmienić. Poznałam za to wiele wspaniałych osób i dowiedziałam się też paru nowych rzeczy o dzierganiu... i o sobie...
Dziękuję Wam za to, że mnie odwiedzacie ! Wiele to dla mnie znaczy.


Pa! Do następnego wpisu! :-)